Czy pamiętasz, gdzie byłaś 45 lat temu?

Gdzie byłeś 45 lat temu? To pytanie pojawiło się na blogu Joan's Rome dwa tygodnie temu, w związku z rocznicą zamachu na Jana Pawła II. Autorka, dziennikarka z Watykanu, wspomina wydarzenia ze środy 13 maja 1981 roku, których była naocznym świadkiem. 

A ja? Próbowałam sobie przypomnieć. Ja miałam niecałe cztery latka i bardzo mało wiedziałam o hierarchicznej strukturze Kościoła, a jeszcze mniej o sytuacji politycznej na świecie i o tym, że żyję w komunistycznym reżimie. Papieża czasem się widziało w telewizji. Albo Gierka. W pierwszej chwili nawet trudno mi sobie przypomnieć telewizor. 

Dziecko po prawej to chyba nawet nie jestem ja 🤭


Czy mieliśmy w domu telewizor? Wiem, że tak, chociaż niezbyt go pamiętam. Ale legenda rodzinna mówi, że transmisja pierwszomajowego pochodu była tłem dla moich pierwszych samodzielnych kroków. Telewizor był czarno-biały, na nóżkach. Nie było szafki pod telewizor - w ogóle nie wiem, czy istniał w tamtych czasach taki mebel. Telewizor miał swoje własne nogi: wysokie, wkręcane. Pamiętacie takie? Sprawdziłam w internecie, były takie telewizory, zapewne to był Neptun. W telewizorze leciał Teleranek i Sobótka. Zobaczyłam teraz kawałek odcinka i nagle pojęłam, skąd mój dziwny gust filmowy. Te klimatyczne, nieostre kadry! 



Gdzie byłam, co robiłam w maju '81? 

Tego lata przeprowadziliśmy się do większego mieszkania, w którym spędziliśmy kolejne 11 lat. Tego lata (chyba) nauczyłam się jeździć na rowerze bez bocznych kółek. Ale to było dopiero w wakacje. A w maju?

To pierwsze mieszkanie to było jedno pomieszczenie na poddaszu starej kamienicy (może to za wielkie słowo), bez kanalizacji i bieżącej wody, z kuchnią węglową. Kuchnię oddzielała od "salonu" materiałowa zasłonka na szynie z brzęczącymi żabkami. Tata nosił po drewnianych stromych schodach wiadra z wodą albo węglem w jedną stronę, z pomyjami w drugą. Tak było, drogie dzieci. Nikt nie narzekał. W każdym razie nie ja. 

Czy to brzmi jak: "mieszkaliśmy w jeziorze, na śniadanie matka kroiła wiatr"? 

Papież i Gierek razem w telewizji. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Miałam niecałe cztery lata. Eksplorowałam "Elementarz" starszego brata. Niektóre literki ciągle zapominałam i wielokrotnie pytałam mamę, zajętą gotowaniem, "jak to się czyta". Tak opanowałam ten system. Mama wtedy zajmowała się domem i nami. Miała 28 lat i chodziła do liceum dla dorosłych. Czasem zabierała mnie ze sobą, dawała kredki, zeszyt. Pasowało mi to, byłam supergrzeczna. 

Wtedy też po raz pierwszy miałam do czynienia z wielką literaturą. Na książce z biblioteki narysowałam wzorki długopisem. Mama musiała ją odkupić, a ten egzemplarz z moimi unikatowymi marginaliami pozostał u nas do dziś. Jest to Ojciec Goriot, jeden z tomów nieśmiesznej Komedii ludzkiej Balzaka. 

To któreś z okien na poddaszu. 

Czasem siedziałam na szerokim parapecie okna w wykuszu i patrzyłam na świat. Niekiedy za oknem padał deszcz. Raz śniło mi się, że za naszym oknem spadały z nieba - jak deszcz - graty, czyli meble. Prawdopodobnie niewiele wcześniej słyszałam o opadach gradu. 

Kręciłam się w kółko odkrywając tajemniczą siłę, która sprawia, że moje ręce unoszą się wtedy na boki. Jej nazwę poznałam znacznie później, w szkole. Wtedy natomiast cieszył mnie ten dziecięcy haj, gdy traciłam równowagę i musiałam czekać, aż świat się zatrzyma. Mały narkoman. 

Psułam lalki, bawiłam się natomiast patyczkami do liczenia, literkami, układankami. Kolegowałam się z sąsiadką z dołu, ale mam wątpliwości czy bezinteresownie. Szalenie pociągał mnie jej trzykołowy rowerek. Jej tata miał samochód - syrenę. Czasem w dwie rodziny jechaliśmy jedną syrenką na wycieczkę w plener. Zawsze uważałam, że samochody śmierdzą i nie lubiłam do nich wsiadać. 

Mama uczyła mnie pacierza. Z problemów teologicznych miałam tylko jeden: co to znaczy, że Bóg jest wszędzie? Ale jak to wszędzie?! W kredensie też? Wyobraziłam sobie Kogoś (jakby Syna Człowieczego) wciśniętego w dolną szafkę, między zapasy mąki i cukru w kostkach. Okropnie mnie to śmieszyło. Dziś myślę, że On też był rozbawiony. 

Od moich czwartych urodzin mija dziś 45 lat. Jan Paweł II, wrócił do zdrowia po zamachu Alego Agcy. Odszedł dopiero złożony wiekiem, gdy byłam w nowicjacie. Po nim byli kolejni papieże. 

Świat bardzo się zmienił w ciągu tych lat. Ja mało. 




Kraków, 30 maja 2026 roku 
____________________________



Uzupełnienia

1. W Krakowie po zamachu na życie papieża odwołano Juwenalia, za to odbył się pamiętny Biały MarszJest o tym artykuł na stronie diecezji krakowskiej: >>BIAŁY MARSZ<<


2. Brytyjski fotograf Chris Schwarz odwiedził na krótko Polskę w maju 1981 r. Wirtualna wystawa fotografii wykonanych wtedy głównie w Warszawie, Lublinie i Jastkowie jest tu: >>maj81.pl<<

3. O tym, jak mieszkało się w jeziorze, opowiada skecz Monty Pythona Four Yorkshiremen

Monty Python, Four Yorkshiremen, lektor PL

4. I na tym miałam skończyć, ale odkryłam, że w czerwcu '81 na festiwalu w Opolu wybrzmiała piosenka o elementarzu, która akurat świetnie koresponduje z tym wszystkim...

"Twój pierwszy elementarz" Wały Jagiellońskie, Opole '81



Komentarze

  1. Ojej. W maju 1981 była moja pierwsza komunia, czyli musiałam kończyć drugą klasę. Mieszkałam tu, gdzie mieszkam, tylko teraz siedzę na tych dwóch pokoikach sama, a wtedy była nas czwórka (+rodzice i brat). Zamach na papieża pamiętam, oczywiście w telewizji. Czarno-białej i niewyraźnej. Musiałam się przejąć, bo pamiętam, że modliłam się za papieża, nie w ramach obowiązkowego paciorka, tylko już leżąc w łóżku (nie miałam wtedy swojego łóżka, jako najmłodsza w rodzinie spalam z mamą). Moja teologia była już stosunkowo głęboka, pokomunijna w każdym razie, czyli po trzech latach chodzenia na religię. Problemów teologicznych chyba nie pamiętam.
    Pamiętam szkołę i pierwsze szkolne wycieczki, zainteresowanie przyrodą głębsze niż teologią, to na pewno. Spore zdolności obserwacyjne. Niedługo potem był stan wojenny i nie było lekcji, ale chodziłam do szkoły na obiady (btw to był czas, kiedy stosunkowo często chodziłam głodna) - leżał śnieg, a na skwerze oddzielającym moje osiedle od szkoły żyły sikorki, kowaliki, dzięcioły.
    Potem pamiętam śmierć i pogrzeb Wyszyńskiego - pogrzeb oglądałam w telewizji, grając przy tym w gumę zaczepioną na dwóch krzesłach. Doszłam chyba do poziomu "bioderka". Po drodze były kosteczki, łydki, kolanka, uda, tak zwane pe-de, czyli tyłeczek i pas. Wyżej na krzesłach się nie dało, bo guma spadała.
    Pamiętam, że czytałam już sama całkiem poważne książki. Ukochane Razem ze słonkiem. Sporo książek o Indianach. Miliony opowiadań o zwierzętach.
    Pamiętam wyjazdy do obu babć (autobusami i pociągami, bo samochodu nie mieliśmy) i ganianie po krzakach ze starszymi braćmi. Wakacje dziesiątki dzieciaków w jednym małym domku - do dziś mówimy: mój brat, moja siostra. Wozy, takie konne, pełne łubianek truskawek - babcia miała plantację, taką "truskawki po horyzont". Sok truskawkowy fizycznie cieknący nosem.
    Ciotkę, która pokazywała mi rośliny i uczyła, jak się nazywają. Marzyłam wtedy, że będę umiała nazwać każdą roślinkę, jaką zobaczę.
    Nigdy do tego nie doszłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i patrz, Papież wyszedł z tego, te modlitwy okazały się skuteczne. Też w podstawówce grałam w gumę, no, tak samo, pede to chyba eufemizm od półdupka jeśli dobrze pamiętam. Jejku, ale było. Do babci autobusem to tylko od święta, normalnie to rowerem, przez pola i lasy, dobre parę kilometrów.

      Prawdopodobnie w swojej istocie nie zmieniamy się wcale

      Usuń
  2. PS1: a w ogóle to najlepszego.
    PS2: w grze w gumę poziom pas był oczywiście _po_ bioderkach, nie przed.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja pamiętam i pisałem o tym w kilku komentarzach na blogach.

    W dniu 13 maja 1981 roku pisałem maturę z matematyki, potem było u mnie w domu małe spotkanie towarzyskie, podczas którego dowiedzieliśmy się o tym wydarzeniu. Pojechaliśmy wszyscy na Plac Zamkowy w Warszawie, nawet udzieliłem krótkiego wywiadu jednemu ze znanych reporterów TV. Co ciekawe, od razu wszyscy z nas stwierdzili, że za tym musieli kryć się Sowieci, a Turek był jedynie narzędziem.

    Następnego dnia, 14 maja 1981 roku, na Placu Zamkowym odbyła się Msza Św. za Papieża, przemawiał do nas (z nagrania na taśmę magnetofonową) Kardynał Wyszyński, który był bardzo ciężko chory. O jego śmierci dowiedziałem się 2 tygodnie później, po powrocie do domu z mojej ustnej matury z języka polskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc dla Ciebie to czas przełomowy, matura, i taki akcent na progu dorosłości. Mocne

      Usuń

Prześlij komentarz

Daj znać kim jesteś i co myślisz