Manipulanci i nudziarze, czyli po raz drugi o pożytkach z czytania Jane Austen

Powiedzieć, że powieści Jane Austen są realistyczne to doprawdy za mało. One są genialnie przenikliwe, zaskakująco precyzyjne zwłaszcza w opisie błądzenia człowieka. 

Portret Jane Austen pośród angielskiego krajobrazu w stylu romantycznym | AI GEMINI 


Na przykład mechanizm manipulacji. Pierwsza, krótka powieść osiemnastoletniej wówczas córki pastora zatytułowana Lady Susan to studium tego właśnie zagadnienia. 
Dzięki epistolarnej formie nie jesteśmy zdani na jednego, zewnętrznego narratora. Przeciwnie, poznajemy wydarzenia i ich interpretacje z perspektywy różnych bohaterów, w tym samej lady Susan Vernon korespondującej z zaufaną przyjaciółką. Otrzymujemy intrygę niejako z pierwszej ręki. 


Powieść została zekranizowana jako Love and Friendship (po polsku Przyjaźń czy kochanie), co jest typową już niedźwiedzią przysługą wobec austenowskiego oryginału. Dodatkowo polski tytuł budzi skojarzenia z utworem Wieszcza, który doprawdy ma tyle wspólnego z fabułą, co sprzedawca porcelany z brunatnym mieszkańcem matecznika. 

Sam film jest niezły, ale książka to majstersztyk. 

Wrażliwszych odbiorców muszę uprzedzić: to nie jest miła historia. Główna bohaterka to tyleż drapieżna co urocza wdowa, która bez trudu owija sobie wokół palca każdego mężczyznę (kobiety są bardziej odporne na jej grę). Wobec nastoletniej córki nie ma żadnych rodzinnych uczuć, choć znakomicie je udaje przed krewnymi. Czytając naprawdę można odczuwać niepokój, co będzie z nieszczęsną Frederiką zdaną na kaprysy takiej matki. 


Lady Susan nie ma skrupułów, wyrzutów sumienia ani empatii. Tu zaspojleruję: nie dotyka jej ostatecznie żadna kara, jakiej oczekiwalibyśmy od klasycznej powieści. Wszyscy żyją długo i szczęśliwie, dobrzy czy podli. Austen ignoruje konwencję, rezygnuje z  naprawiania świata i tym samym zostawia czytelnika z lekkim dyskomfortem. Jakby chciała ostrzec: tacy ludzie są wśród nas. Uprzejmi, pełni uroku, bezwzględni. Trudno odróżnialni. 


Właściwie w każdej kolejnej powieści Austen pojawiają się postacie tego pokroju: Wickham w Dumie i uprzedzeniu, Mary i Henry Crawfordowie w Mansfield Park, upiornie uprzejma Lucy Steele, kameleon Willoughby, patologiczny kłamca John Thorpe... Każdy jest inny, ale mają coś wspólnego. Nie liczą się z nikim, choć znają setki sposobów na zdobycie sympatii i wkradnięcie się w łaski otoczenia. 


Nawet bystra Lizzy Bennet pewnego dnia musiała boleśnie zderzyć się z prawdą, że bardzo długo pozwalała się okłamywać. Podobnie było z Edmundem w Mansfield Park. Możemy się sporo nauczyć na ich błędach. 


Nawiasem mówiąc właśnie w tej ostatniej powieści Jane Austen wykreowała swą najnudniejszą a zarazem najsilniejszą bohaterkę. 

Fanny Price w swoim pokoju | nie pamiętam skąd pochodzi ten obrazek 


Niepozorna Fanny Price jako jedyna ani przez chwilę nie nabrała się na urok osobisty światowych cyników. Jest w tym jakiś niezwykły plan autorki - wydobycie na pierwszy plan przeciętnej dziewczyny, która z boku obserwuje "gwiazdy".  Która wyznaje z całym przekonaniem fundamentalne wartości słuchając swego "wewnętrznego nauczyciela". To dzięki takim nudziarzom ten świat wciąż jeszcze jest całkiem dobrym miejscem do życia. 




I oto, nie planując tego wcale doszłam od groźnej lady Susan Vernon do cichej Fanny Price. Obawiam się, że gdyby przyszło mi pisać częściej o bohaterach Jane Austen, i tak zawsze przywiodłoby mnie to do Fanny. Bo - choć mówi się, że jest inaczej - dobro jest ciekawsze niż jego brak. 





   
       



Komentarze