Za trudne dla kobiet

Tytuł posta ma charakter prześmiewczy. Wyrażenie to pewnie można usłyszeć z wielu ust. Dla mnie to jest cytat z pewnej angielskiej baśni pełnej - jakżeby inaczej - angielskiego humoru. Chodzi o opowieść o głupim wiejskim chłopaku, który postanowił nabyć rozum u miejscowej znachorki. Musi w tym celu spełnić określone warunki, co okazuje się dla niego niewykonalne, dopóki nie pozna... mądrej dziewczyny. 

Przypomniała mi się ostatnio ta historia, bo, jak wiadomo, temat kobiety w Kościele i społeczeństwie jest wciąż na tapecie. I bardzo dobrze, ale mnie w tych dyskusjach czasem brakuje poczucia humoru. Być może ja po prostu nie umiem docenić wagi problemu, choć się staram. No ale nie wyniosłam z domu urazów na tle męskiej dominacji, a i teraz dla jej zwolenników po prostu nie ma miejsca w moim życiu. Jak i dla kogokolwiek, kto uważa za słuszne traktowanie drugiego człowieka z góry. I dlatego mojego stanowiska nie wyrażę z taką ekspresją, jak ktoś, kto takie złe doświadczenia ma.

Tymczasem chciałabym polecić dwie rozmowy, które ten temat podejmują. Obie dostępne on-line. 

Pierwsza to bardzo szczery wywiad Piotra Żyłki z Magdą Frączak, która z typowo katolickiej artystki i ewangelizatorki przeistoczyła się w osobę krytyczną i zdystansowaną wobec Kościoła i swojej dawnej twórczości. Warto posłuchać, bo moim zdaniem to, co się wydarzyło, świadczy o rozwoju osoby, a nawet jest jego ważnym etapem. Również jeśli chodzi o rozwój w wierze: LINK DO WYWIADU

Druga rozmowa odbyła się w łódzkim Centrum Dialogu im. Marka Edelmana i jest do odsłuchania na stronie facebookowej tej instytucji. Rozmowa ma tytuł "Kobiety w religii" a do dialogu zaproszono przedstawicielki czterech społeczności religijnych: katoliczkę, luterankę, prawosławną i Żydówkę. Cztery ciekawe osoby. Moim zdaniem ich wypowiedzi można traktować jako dopełniające się. I to najbardziej mi się w tym spotkaniu podoba. 

A teraz już czas na bajkę o tym, jak nabyć choć trochę rozumu. A nie jest to łatwa droga. Na końcu dodam kilka swoich wniosków, a tymczasem życzę miłej lektury. 

_____

JAK GŁUPIEC KUPIŁ KWARTĘ ROZUMU

Niegdyś w tych stronach i nie tak dawno temu był sobie głupiec, który chciał kupić kwartę rozumu, bo zawsze padał ofiarą swej głupoty i narażał się na pośmiewisko. 

Ludzie powiedzieli mu, że może dostać wszystko, czego dusza zapragnie, u jednej mądrej staruchy, która mieszkała na szczycie wzgórza i zajmowała się przyrządzaniem leków, zbieraniem ziół, czarami i przepowiadaniem ludziom, co ich czeka w przyszłości. Głupiec powtórzył to matce i zapytał, czy może pójść do staruchy i kupić sobie kwartę rozumu.

- Zrób to, synku - rzekła matka. - Bardzo ci rozumu potrzeba, bo gdy umrę, kto zajmie się takim biednym głuptasem, jak ty, niezaradnym jak nowo narodzone dziecko? Ale uważaj na swoje zachowanie i rozmawiaj grzecznie, bo mądrzy ludzie łatwo się obrażają.

Zaraz po herbacie głupiec poszedł do domu znachorki. Stała właśnie przy ogniu, mieszając coś w wielkim garnku.

- Dobry wieczór pani - odezwał się głupiec. - Mamy dziś piękny wieczór.

- I owszem - odpowiedziała nie przestając mieszać lekarstwa.

- Ale później może być deszcz - dodał, przestępując z nogi na nogę.

- Może - odpowiedziała starucha.

- A może nie będzie deszczu? - powiada głuptas i wygląda przez okno.

- Może nie będzie.

Podrapał się głupiec w głowę, zmiął kapelusz i mówi:

- O pogodzie to już nie mogę nic innego wymyślić, ale co by tu jeszcze rzec - aha, zboże pięknie dojrzewa.

- Pięknie - odpowiedziała znachorka. 

- I... i... bydło rośnie jak się patrzy.

- To prawda - rzecze ona.

- I... i... - nie wiedział, co mówić dalej, i zatrzymał się. - Uważam, że możemy przystąpić do interesu, bo grzeczności chyba dość już było. Czy ma pani rozum na sprzedaż?

- To zależy - odpowiedziała - bo jeżeli chcesz rozum króla czy żołnierza, czy nauczyciela, to tych nie trzymam.

- Co znowu - rzekł głupiec - potrzebny mi jest taki zwykły rozum - w sam raz dla głupca, taki, jak wszyscy mają; coś całkiem prostego.

- Jeśli tak, to da się zrobić, ale sam sobie musisz trochę pomóc - powiada starucha.

- A jak? - zapytał.

- Posłuchaj - rzekła stara zaglądając do garnka. - Przynieś mi serce tego, co lubisz najbardziej, a powiem ci, gdzie dostaniesz garniec rozumu.

- Ale - powiedział głuptas drapiąc się w głowę - jak ja to mogę zrobić?

- To już nie moja rzecz - odrzekła. - Domyśl się sam, chłopcze, jeśli nie chcesz być głupcem przez całe życie. I będziesz musiał odgadnąć zagadkę, żebym wiedziała, że to, co przyniosłeś, jest naprawdę tym, co ci kazałam, i że jesteś przy zdrowych zmysłach. A teraz już idź, bo mam co innego do roboty.

To mówiąc zdjęła garnek z ognia i odstawiła go na bok. Wrócił głupiec do matki i powtórzył jej, co mu mówiła znachorka.

- Zdaje mi się, że powinienem zabić świnię - rzekł - bo najwięcej ze wszystkiego lubię tłustą szynkę.

- Zrób więc tak, mój chłopcze - powiedziała matka - bo z pewnością wiele na tym skorzystasz, jeżeli będziesz mógł sobie kupić kwartę rozumu i nauczysz się troszczyć sam o siebie.

Zabił głuptas świnię i następnego dnia poszedł do chaty znachorki i zastał ją, jak czytała wielką księgę.

- Dobry wieczór - powiedział - przyniosłem serce tego, co lubię najbardziej.

- Naprawdę? - odezwała się starucha, spoglądając nań przez okulary. - Powiedz mi zatem, co chodzi bez nóg?

Podrapał się głupiec w głowę, myślał, myślał, ale nie mógł zgadnąć.

- Wracaj, skąd przyszedłeś - rzekła - nie przyniosłeś mi przecież tego, co ci kazałam. Dziś nie mam dla ciebie rozumu.

Zamknęła księgę i odwróciła się do niego tyłem. Głuptas wyszedł, żeby powiedzieć wszystko matce. Ale kiedy zbliżył się do domu, wybiegli stamtąd ludzie ze smutną wieścią, że jego matka umiera.

Ledwie wszedł do środka, matka spojrzała na niego i uśmiechnęła się, jakby chcąc powiedzieć, że może już spokojnie odejść, bo nabył przecież dość rozumu, żeby sam sobie poradzić w życiu - po czym wyzionęła ducha.

Usiadł głuptas i im więcej myślał o tym, co go spotkało, tym bardziej się smucił.

Przypomniał sobie, jak matka niańczyła go, kiedy był jeszcze maleńki, pomagała mu w nauce, gotowała obiady, łatała jego ubranie i zamartwiała się jego głupotą - i coraz większy smutek go ogarniał, aż począł płakać i rozpaczać.

- O matko, matko - lamentował - kto się teraz mną zajmie! Nie powinnaś była zostawiać mnie samego, kochałem cię przecież nade wszystko!

Kiedy to powiedział, przyszły mu na myśl słowa znachorki.

- Hej! - powiedział - czyżbym miał zanieść jej serce matki? Nie, nie mogę tego uczynić. Ale co mi pozostaje? Jak mam postąpić, żeby zdobyć tę kwartę rozumu teraz, kiedy zostałem sam na świecie?

Myślał, myślał i myślał, a nazajutrz poszedł do chaty znachorki.

- Dobry wieczór pani - rzekł. - Teraz wiem już na pewno, co kochałem najbardziej.

- Być może - odezwała się starucha - ale powiedz mi, co to takiego: żółte i świeci, a nie złoto?

Głuptas podrapał się w głowę, myślał, ale nie mógł odgadnąć.

- A więc i tym razem nie przyniosłeś mi tego, co ci poleciłam. Widzę, że większy z ciebie głupiec, niż mi się zdawało.

I zatrzasnęła mu drzwi przed nosem.

- A to dopiero! - powiedział głuptas. Usiadł przy drodze i lamentuje: - Straciłem jedyną bliską istotę, jaką miałem na świecie. Cóż innego mogę znaleźć, żeby za to kupić kwartę rozumu?

I tak żałośnie zawodził, że aż łzy zaczęły mu spływać po policzkach.

Nadeszła dziewczyna, która mieszkała niedaleko, i spojrzała na niego.

- Co ci jest, głuptasie? - spytała.

- Oo, straciłem matkę i zostałem sam jeden, głupi, na świecie - szlochał sierota.

- To źle - powiedziała. - I nie masz nikogo, kto by się tobą zajął?

- Nie, i nie mogę kupić kwarty rozumu, bo już nic mi nie zostało takiego, co kocham.

- O czym ty mówisz? - spytała.

I siadła przy nim, a on jej opowiedział wszystko o znachorce, o matce, o zagadkach i o tym, że jest sam na świecie.

- Cóż - powiedziała - nie miałabym nic przeciwko temu, żeby się tobą zaopiekować.

- Mogłabyś to zrobić? - spytał.

- No tak, ludzie mówią, że głupcy są dobrymi mężami, wyjdę za ciebie, jeśli zechcesz.

- Umiesz gotować? - spytał głupiec.

- Umiem - odparła.

- I zamiatać?

- Pewno, że umiem.

- I potrafisz łatać moje ubrania?

- Potrafię.

- No, więc myślę, że możesz być moją żoną - powiedział głuptas. - Ale co mam zrobić z tym rozumem?

- Poczekaj jeszcze trochę - rzekła dziewczyna - może coś się odmieni, a zresztą cóż to szkodzi, że jesteś głupcem, skoro będziesz miał mnie przy sobie?

- To prawda - przyznał.

Poszli i wzięli ślub. A ona utrzymywała taki porządek i taką czystość w domu i gotowała mu takie smaczne obiady, że pewnego wieczoru odezwał się do niej:

- Dziewczyno, zdaje się, że lubię cię najbardziej ze wszystkiego.

- Bardzo mi przyjemnie to usłyszeć - rzekła - ale co z tego?

- Jak myślisz, czy mam cię zabić, wyjąć twoje serce i zanieść tej starej w zamian za kwartę rozumu?

- Oj, nie! - zawołała przestraszona. - Nie chcę tego! Ale zabierz mnie do niej tak, jak jestem cała i z sercem, a ręczę, że pomogę ci i odgadnę zagadki.

- Doprawdy? - zapytał z powątpiewaniem. - Myślę, że one są za trudne dla kobiet.

- No, to się przekonamy - powiedziała dziewczyna. - Jaka jest pierwsza?

- Co chodzi, a nie ma nóg?

- Zegar.

- No tak - rzekł głuptas, drapiąc się w głowę. - A co to takiego: żółte i świeci, a nie jest złoto?

- Przecież to słońce!

- Do licha, to prawda - powiedział głupiec. - Chodź, pójdziemy zaraz do staruchy.

Z daleka już zobaczyli znachorkę, jak siedziała na progu i robiła plecionkę ze słomy.

- Dobry wieczór pani - odezwał się głuptas.

- Dobry wieczór, głupcze - odpowiedziała.

- Zdaje mi się, że w końcu przyniosłem już naprawdę to, co mi pani kazała.

Znachorka popatrzyła na nich oboje i przetarła okulary.

- Powiedz mi, co to jest: najpierw nie ma żadnej nogi, potem ma dwie, a w końcu cztery?

Dziewczyna szepnęła mu do ucha:

- To jest kijanka.

- To może być kijanka, proszę pani - powtórzył głupiec.

Znachorka kiwnęła głową.

- Zgadłeś - powiedziała. - Masz już swoją kwartę rozumu!

- Gdzie ona jest? - zapytał rozglądając się wokoło i szukając po kieszeniach.

- W głowie twojej żony - odparła. - Jedyne lekarstwo dla głupca to dobra żona, która się nim zajmie, a ponieważ ty taką dostałeś - do widzenia!

To mówiąc kiwnęła im ręką, wstała i weszła do chatki.

A oni wrócili razem do domu i głupiec już nigdy więcej nie chciał kupować kwarty rozumu, bo żona miała dość rozumu za dwoje.

______

Utwór pochodzi ze zbioru: Joseph Jacobs "Baśnie angielskie"; tłumaczenie Janina Carlson i Kalina Wojciechowska; Nasza Księgarnia, 1984.

Ostatnio, jak widzę, książkę wznowiło wydawnictwo Dwie Siostry i wygląda na to, że jest ona do kupienia w księgarniach internetowych.

________

Kilka moich spostrzeżeń na podstawie tej baśni: 

*głupi człowiek dostrzega w drugim tyle, ile potrafi dostrzec, i to docenia, co w swoim ubogim pojmowaniu rzeczywistości jest w stanie ocenić jako cenne; 

*mądry człowiek nie musi z tego powodu załamywać rąk, lepiej ćwiczyć się w sztuce łagodnej perswazji;

*prawdopodobnie wszyscy jesteśmy trochę mądrzy, trochę głupi i dobrze robimy,  gdy słuchamy siebie nawzajem.

A ja najbardziej na tym świecie chcę być starą madrą kobietą. Moje zerowe umiejętności w dziedzinie podtrzymywania small talku biorę zatem za dobry znak. 

A Wy co tam sobie myślicie?

Takie zdjęcie z mojej bazy skojarzyło mi się za starą znachorką. Może być?



Komentarze

  1. Ładna. I bajka i zdjęcie.
    A jeszcze może napiszę więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i czekam w takim razie na dalszy ciąg.

      Usuń
  2. Głupi? Każdy człowiek dostrzega w drugim tyle, ile potrafi dostrzec ... w swoim ubogim, bo cząstkowym pojmowaniu rzeczywistości .

    "Prawdopodobnie wszyscy jesteśmy trochę mądrzy, trochę głupi i dobrze robimy, gdy słuchamy siebie nawzajem." - to spostrzeżenie w samo sedno! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przypomniała mi się jedna, moim zdaniem bardzo prawdziwa myśl, od ks. Krzysztofa Grzywocza ją usłyszałem: 'Człowiek jest mądry dla innych, a głupi dla siebie."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się, jak on to rozumiał. Możesz rozwinąć? Czy chodzi o to, że na cudze sprawy patrzymy bardziej trzeźwo i dlatego łatwiej dostrzec błędy albo coś doradzić? A wobec samego siebie trudno o obiektywizm?
      To jest podstawowy argument za kierownictwem duchowym;)
      Ale może w tym zdaniu chodziło o coś innego?

      Usuń
    2. Dokładnie tak, jak napisałaś, potrafimy z łatwością, bez emocji i na trzeźwo doradzać innym, a sobie to już nie do końca, bo zakłócają nam ogląd sytuacji różne czynniki natury subiektywnej.
      Ks. Grzywocz zapytał mnie: "jak stoisz blisko słonia, to co widzisz?" :) trzeba się oddalić, potrzeba odrobiny dystansu

      Usuń
  4. 'Za trudne dla kobiet', a tu się okazuje, że wokół kobiet i poniekąd dzięki nim, kręci się świat ...

    I cóż by bez nich poczęli 'ci biedni mężczyźni' :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla ścisłości dodam, że do powyższych wniosków o niezmiernie ważnej roli kobiet względem mężczyzn, doszedłem po lekturze bajki :)

      Usuń
    2. Ale to nie jedyna warstwa interpretacyjna tej bajki

      Usuń
    3. Ja znam mężczyzn, którzy doskonale sobie radzą w samotności. Nie uważam, że są jakoś szczególnie biedni. Nawet w tej bajce według mnie bardziej istotna jest główna cecha bohatera niż jego płeć.

      Usuń
    4. Nie kwestionuje tego, ale na ogół mężczyźni to fajtłapy , jeśli chodzi o proste czynności domowe takie jak gotowanie, pranie czy łatanie ubrań :)

      Bajka na innym poziomie, w/g mnie mówi o bardzo ważnej roli kobiety w rozwoju mężczyzny, począwszy od maleńkości, aż do jego dojrzałości. Kobieta Matka, Kobieta-Znachorka, Kobieta-Dziewczyna symbolizują poszczególne etapy jego rozwoju. Mężczyzna wchodzi kolejno w relacje z Matką, która rodzi i piastuje, następnie w dialog ze Znachorką, która stawia przed nim wyzwania i w ten sposób leczy jego głupotę, którą można rozumieć jako 'syndrom ofiary'. W końcu Głupiec-Mężczyzna pokornie uznaje w Kobiecie-Dziewczynie równorzędną partnerkę, która pomaga mu w prostych czynnościach życiowych jak i stanowi dla niego intelektualne zaplecze :)

      I chyba masz rację, że w tej bajce bardziej istotna jest główna cecha bohatera od jego płci, bo przecież i Kobieta w swym rozwoju odbywa podobną drogę z tym, że zamiast Matki należałoby w tej roli widzieć Ojca, następnie Mędrca-Uzdrowiciela, by w końcu mogła uznać w sobie ten przeciwstawny biegun psychiczny, nie jako wrogi, ale sprzyjający i życzliwy ...

      Usuń
  5. O poranku mnie oświeciło :)

    Znachorka w bajkach zwykle ma dostęp do wiedzy tajemnej, w naszej bajce nie trzyma rozumu króla, żołnierza czy nauczyciela, bo to są umysłowości typowo ludzkie.'Kwarta rozumu', o którą tak usilnie zabiega nasz głupiec jest wiedzą nadprzyrodzoną, a Znachorka jest tutaj figurą Boga, który domaga się ofiary od człowieka z tego, co jest dlań najcenniejsze. Wniosek: niekoniecznie musimy uśmiercać to, co ludzkie i co kochamy, wystarczy, że zdobędziemy do tego dystans, bo przecież owa 'kwarta rozumu' nie jest naszą własnością, ale darem Boga. A Bóg daje się nam poznawać poprzez relacje i więzi międzyludzkie, które tworzymy. W tym sensie poznanie Boga jest owocem, czymś co się też nam jakoś wymyka, niczym bajkowa'kwarta rozumu'!

    OdpowiedzUsuń
  6. Fot. 'kwarta rozumu' to szczypta (czosnkowej) autoironii :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Głupotą jest też patrzeć na drugiego człowieka z góry, z wierzchołka swego słonia, którego nie widzimy, czyli z ograniczonej perspektywy swego ego-centryzmu...

    Ech, te bajki! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz