Weź ze sobą dynię

Do grupy uczniów, którzy gorąco pragnęli pójść na pielgrzymkę, Mistrz rzekł:
- Weźcie z sobą tę dynię. Jest gorzka. Nie zapomnijcie zanurzyć jej we wszystkich świętych rzekach i wnieść do wszystkich sanktuariów. 
Kiedy uczniowie powrócili, owoc ugotowano i podano na stół jako święty pokarm. 
- Dziwne - powiedział złośliwie Mistrz po skosztowaniu dyni - Święta woda i sanktuaria nie uczyniły jej słodką!

(Anthony de Mello "Minuta mądrości")

*******

Kilka dni temu w Betlejem piłam sok z granatu wyciskany na miejscu przez ulicznego handlarza. Był pyszny i zimny. Za zimny. Nie żałuję, bo był pyszny. Ale teraz jestem chora. Coś za coś.

Przez tydzień w Ziemi Świętej udało mi się zrobić mnóstwo kiepskich zdjęć. I tak je Wam pokażę.

Z pewnością pobyt tam nie sprawił, że stałam się słodsza.

Kiedy wylatywałam z Warszawy do Tel Awiwu, dopiero co zaczął się Adwent, czas przyjścia Pana. Był to też początek Chanuki. "Chanuka to jest takie święto, kiedy każdy żydowski chłopak, który skończył czternaście lat, musi się upić do nieprzytomności" - doszło do moich uszu (choć nie dla nich przeznaczone) objaśnienie, które automatycznie w głowie otagowałam jako #mężczyźni_objaśniają_mi_świat (esej będący zaczynem książki pod tymże ironicznym tytułem jest dostępny TU). Podsłuchiwałam jeszcze chwilę, ale niestety to było wszystko, co ów pan zechciał powiedzieć swoim słuchaczom na temat tego święta.

Chanuka to trwające osiem dni święto ustanowione na pamiątkę odnowienia świątyni w czasach machabejskich. To była epoka silnej hellenizacji narodu żydowskiego. W świątyni jerozolimskiej ustawiono posąg Zeusa, co było oczywistym zbezczeszczeniem. Wprowadzono greckie zwyczaje. Bunt części narodu doprowadził do zbrojnego powstania. Wywalczono na nowo swobodę religijną. Odzyskano prawo do posiadania własnej tożsamości.

Własna tożsamość. Tę ideę nosiłam w sobie, mimo - a może tym bardziej - że była to pielgrzymka ekumeniczna. Może dlatego na pytanie, co najbardziej podobało mi się w Ziemi Świętej, odpowiadam: liturgia łacińska. Tak. Msza łacińska śpiewana przez wspólnotę franciszkańską w Bazylice Bożego Grobu (fragment TU). Nie ze względów artystycznych - nie mam słuchu muzycznego, ale raczej nie było to mistrzostwo świata - tylko dlatego, że brzmiała jak naturalna i oczywista modlitwa chrześcijańskich mnichów o szóstej rano. I byłam tam, w tej modlitwie. I właśnie wtedy stało się dla mnie jasne, że łacińska, gregoriańska liturgia katolicka nie jest ani trochę mniej piękna (jak zwykło się uważać) od liturgii Kościołów Wschodnich. A podstawowa różnica jest taka, że Wschód liturgię sprawuje. Nie wyobraża sobie, żeby jej nie celebrować lub zastąpić czymś innym, a my - sami wiecie. Misterium liturgii - uniżenie Boga i podniesienie człowieka... Nie, przecież "ludzie tego nie zrozumieją"...

Lepiej fotografować koty. Fakt, koty były wszędzie.

Cudownie było posiedzieć w grocie św. Hieronima w Betlejem. Próbując sobie wyobrazić jak to było, kiedy Kościół był naprawdę jeden. Miejsce narodzenia Chrystusa bez wyznaczonych ściśle pór na liturgie poszczególnych obrządków, za to otoczone żyjącymi w grotach mnichami, którzy ukochali to miejsce uniżenia Boga. Zobaczyć oczami wyobraźni arystokratki i ascetki, Paulę i Eustochium, wędrujące z Rzymu do Betlejem za Hieronimem, swoim mistrzem i przyjacielem. Studiujące z nim Pismo Święte i podsyłające mu świeże owoce do pustelni.

I ta kura, po prostu kura z kurczętami, w Dominus flevit. Jeruzalem! (...) Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swe pisklęta zbiera pod skrzydła, a nie chcieliście (Mt 23, 37). Jakie to smutne, smutne.

I gołębie ukryte w zagłębieniach skały (Pnp 2, 14).

Wszystko przypomina o serdecznej czułości naszego Boga. 

I kamień namaszczenia, gdzie Chrystus odebrał od przyjaciół ostatnie wyrazy miłości po Męce i Śmierci. Pod koniec dnia, przed nastaniem dnia nowego, dnia zmartwychwstania. Ta czułość dana Mu przez nas jest częścią Paschy, częścią Świętego Triduum. Czyż nie?

Dużo tam, dużo, mniej czy bardziej znaczących miejsc. Nie będę opowiadać, nie da się, nie mam tyle czasu...

A na sam koniec Jafa, gdzie morze pluje na ludzi, a uśmiechnięty wieloryb w fontannie mruży oko, jakby mówił: Pamiętasz Jonasza? Nie bądź jak Jonasz, nie idź w przeciwną stronę (Jon 1, 3). 

Dobrze, wielorybie.


PS. Nagrania z pielgrzymki, które ks. Paweł i pan Antoni montowali po nocach, aby na bieżąco zamieszczać na kanale Archidiecezji Łódzkiej: TU














Nazaret, muzeum archeologiczne, kapitel, XII wiek,






























Komentarze

  1. Byłam tam dwukrotnie i tęsknię ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to była pierwsza wyprawa, nadzwyczaj udana.

      Usuń
  2. No i bardzo dobrze, że napisałaś. :) Może jednak jesteś bardziej słodka... Tyś nie dynia, Tyś masz serce, rozum, wolę... ;)
    Fajne zdjęcia! Wieloryb mówi! :)
    Shalom alejkum - czy jak tam się pisze... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Anka, to przez Ciebie napisałam, wiesz... :D

      Usuń
    2. :D Miło mi, że czasem dobrze wpływam na człowieków ;)

      Usuń
  3. Cóż za różaniec, jest się czego złapać !

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja się zastawiałem, gdzie się siostra podziała. Teraz już wiem :) Super, marzymy z żoną o takim wyjeździe.
    2 pytania do zdjęć, ta ryba św. Piotra to ma zęby?
    Trzecie zdjęcie od końca, sklep przy monasterze... ten ksiądz przypomina mi pewnego biskupa, dobrze widzę? ;-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wygląda mi to na zęby.
      I tak, to ten właśnie biskup (taki bonus dla uważanych oglądaczy) Pielgrzymka była organizowana przez diecezję łódzką. Ale na zdjęciu znalazł się szczęśliwym trafem, ja mierzyłam tylko w kota ;)
      Początek grudnia okazał się dość dobrym czasem, bo stosunkowo mało ludzi. Tylko pogoda w Jerozolimie deszczowa i zimno. Ale wolę to niż upały, więc dla mnie super. Pozdrawiam :)

      Usuń

Prześlij komentarz