I przed kwietniem. Każdy z tych tematów mógłby być osobnym postem, ale nie będzie. Pójdę na łatwiznę i zrobię szybki, bardzo subiektywny przegląd wydarzeń.
1. Wielkanoc.
Wielkanoc w życiu niejednej zakonnicy (w moim akurat teraz nie) oznacza milion przygotowań do liturgii łącznie z dekoracjami do Ciemnicy i Bożego Grobu. W tym roku moje siostry przypomniały sobie, że jako część dekoracji w grobie wystąpił kiedyś stary obrus z wypisaną moją ręką Pieśnią Sługi Jahwe, tą czytaną w Wielki Piątek, i że im się to podobało. W moim zamyśle miało to przypominać równocześnie całun i zwój Izajasza. Siostry chciały to powtórzyć w szczecińskiej katedrze, a że tamten materiał przepadł, "wykaligrafowałam" nowy. Jeśli ktoś chce zobaczyć pierwotną wersję, proszę, tu jest mnóstwo okropnych (serio) zdjęć: KLIK
A nowe wyszło tak.
Ponieważ zbiegło się to w czasie z listem biskupów przypominającym o rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze, było trochę śmiechu, że nie wiadomo jak ludzie zareagują na tak jawnie żydowskie nawiązania. Ustaliłyśmy, że w razie czego będzie się mówić, że to pismo elfickie.
2. Grafika z Gemini
Bawiąc się w pociągu telefonem, nie sama, z drugą równie poważną siostrą, odkryłam, że Gemini potrafi generować obrazy. Już niektóre rzeczy tu wrzucałam. Z pewnością dla mnie ta zabawa jeszcze się nie skończyła.
Co myślicie o takiej wersji XVII-wiecznego obrazu Tomasza Dolabelli? Mnie się tu najbardziej podoba napis :)
3. Literatura dystopijna. Było tego więcej, ale teraz o jednej.
Jeżeli widzę na straganie z beletrystyką tytuł "Katolicy", nie zastanawiam się długo. Interesuje mnie to.
Opowiadanie Briana Moore'a "Katolicy", wydane po polsku przez Frondę, odzwierciedla lęki, jakie doszły do głosu po Soborze Watykańskim II.
Akcja opowiadania toczy się w epoce po fikcyjnym Soborze Watykańskim IV, który odwołał niemal wszystkie prawdy wiary, zamienił Kościół w instytucję humanistyczną, która drogą dyplomacji próbuje budować jedność wszystkich religii. Solą w oku liderów tego Kościoła staje się pewien prowincjonalny klasztor, gdzie powrócono do dawnej liturgii, ponieważ mnisi zauważyli, że to lepiej służy wierze okolicznej ludności. Rozmowa między wysłannikiem Watykanu a przeorem odsłania motywy każdego z nich. Całkiem to ciekawe.
Czytając można by pomyśleć, że autor to gorliwy katolik, jak współcześni tradycjonaliści. Że leżą mu na sercu sprawy wiary. Ale Moore był ateistą. Wychowanym w tradycyjnej irlandzkiej rodzinie i zawsze jakoś zafascynowanym katolicyzmem ateistą. Czego mógł się obawiać? Co najwyżej straty kulturowej.
Zgłębiając temat dowiedziałam się, że w rzeczywistości Anglia i Walia dzięki zabiegom arcybiskupa Westminsteru już w 1971 otrzymały zgodę Pawła VI na celebrowanie Eucharystii w rycie trydenckim, ze względu na dobro wiernych przywiązanych do tej formy liturgicznej. Petycję w tej sprawie podpisało kilkudziesięciu intelektualistów brytyjskich, w tym Agatha Christie (tzw. Indult Agathy Christie)
Książka Moore'a wydana została w 1972, gdy temat był gorący, a w 1973 powstał film pod tym samym tytułem z młodym Martinem Sheenem w roli głównej (jest na YT z polskim lektorem).
Niektórzy dziś uważają, że to opowieść realistyczna. Ale to jest dystopia, wizualizacja niepokojów, jakie rodzą się w duszach ludzi w obliczu zmian.
![]() |
| Kadr z filmu "Katolicy", reż. Jack Gold, 1973 rok |
4. Sesja w Centrum Formacji Duchowej
Byłam u salwatorianów na sesji pt. "Pokój wam. Dar Zmartwychwstałego" prowadzonej przez Kardynała Rysia.
Lubię tam przychodzić, chociaż moje ciało nie znosi siedzenia na krześle, nawet bardzo wygodnym, przez tyle godzin dziennie.
O kardynale mogę powiedzieć, że to jest człowiek, któremu wierzę. Mogę się z nim w czymś nie zgadzać czasem, ale to nie zmienia faktu, że mu wierzę.
Jak zawsze na zakończenie było Q&A, jest do odsłuchania na YT: KLIK
5. Ogródek
Ogródek, nie ogród. Albo - według kotów z sąsiedztwa - cztery wielkie kuwety.
Rzodkiewka wybiła jako pierwsza, wyłazi też sałata, koperek i szpinak. Ślimaków na razie nie widać i niech tak zostanie, ufam, że to zasługa zimnej zimy. Niesamowicie cieszy mnie ta wiosna, która wygląda jak wiosna, a nie jak niewiadomoco. I poziomki cieszą, niezawodne.
6. Msza w środku Apokalipsy
Pierwszy raz trafiłam tam przypadkiem, bo się guzdrałam. Tak się guzdrałam, że musiałam poszukać Mszy o 20:00, to chyba ostatnia w Krakowie w dzień powszedni.
W środku adoracja, klimat, wszystko super. Potem wychodzi ksiądz, żeby schować Najświętszy Sakrament, i łał. Wyglądał, jakby jego zwykłym zajęciem było zasiadanie w gronie dwudziestu czterech starszych z Apokalipsy Świętego Jana i tak tylko na chwilę wyskoczył, żeby podjąć zadanie prezbitera. Piękna sprawa. Scott Hahn już dawno opisał podobieństwo między Apokalipsą a Liturgią Eucharystii w "Uczcie Baranka". Pisałam o nim kiedyś w Gdzie jest Baranek.
7. Zamierzam odświeżyć niektóre stare posty z bloga, poprawić (żenująco trudne), przypomnieć, bo były niegłupie. Ten o białych szatach w Apokalipsie chyba będzie pierwszy.
To teraz już możemy ruszać w maj, co nie?

Komentarze
Prześlij komentarz
Daj znać kim jesteś i co myślisz