Film o słoniach i o prawie do bycia dzikim

"Nie jestem zbytnio religijny, ale wierzę, że tam w dziczy doświadczyłem narodzin religii. Stojąc naprzeciwko słonia na odludziu, byłem najbliżej Boga w życiu. Mojżesz, Budda, Mahomet, Jezus, hinduscy uczeni, prorocy i mistycy, oni wszyscy udali się na bezdroża, w góry, czy na pustynię, żeby usiąść w ciszy i usłyszeć sekrety, dzięki którym poprowadzą swoje ludy przez tysiąclecia. Ja wsiadam do mokoro i płynę po Okawango."

Na Boże Narodzenie dostałam dwa vouchery do kina z terminem ważności do 18 czerwca. Jeden wykorzystałam w maju. Zgadnijcie, kiedy drugi.  

W czwartek 18 czerwca o godzinie 20:00 nie byłam jeszcze zdecydowana. A jednak o 20:25 siedziałam już w Białej Sali Kina Pod Baranami i oglądałam reklamy w oczekiwaniu na "Sny o słoniach". Nie wiedziałam, czego się spodziewać. 

"Sny o słoniach" / "Ghost elephants"
dokumentalny
Reż. Werner Herzog
USA, 2025

Zaskoczył mnie ten film. Zaprosił do świata, o którym nie miałam pojęcia. Do tej pory na mapie Afryki potrafiłam wskazać dosłownie kilka miejsc: Sahara, Nil, Kongo, Egipt, RPA, może jeszcze coś, po dobrym namyśle. Teraz nabrałam przekonania, że sercem Afryki jest Wyżyna Angolska, zwana przez miejscowe ludy źródłem życia. Przytoczę kilka danych, które warto znać przed obejrzeniem filmu. 

Tzw. wieże wodne Angoli
Termin ten odnosi się do potężnego, nie całkiem jeszcze zbadanego, naturalnego systemu hydrologicznego na Wyżynie Angolskiej, o istotnym znaczeniu dla Afryki. Mają tam źródła liczne rzeki, między innymi zasilające dorzecze Kongo i Okawango, a także Kwanza i Zambezi. Mówiąc prosto: spływają stamtąd ogromne masy wód, w różnych kierunkach.

Buszmeni, albo San
Ludy południowej Afryki, obecnie skupione głównie w tym właśnie obszarze, to znaczy w Angoli, Namibii, Botswanie. Badania DNA mówią, że są najbardziej zróżnicowanym genetycznie ludem świata, co oznacza, że są ludem najstarszym. Najbardziej zbliżonym do pierwszych ludzi. Ktoś scharakteryzował ich jako dumnych i skromnych zarazem. Tak, tacy właśnie wydają się być. Poznajemy bliżej trzech tropicieli, uczestników wyprawy Steve'a Boyesa (o nim dalej).

Łącząc jedno z drugim, w mojej głowie rodzi się myśl o biblijnym rajskim ogrodzie, z którego płynęły rzeki okalające i nawadniające świat, i skąd pochodzi człowiek, ha-adam. Może ta biblijna opowieść jest czymś więcej niż mitem, może jest w niej zachowane prawspomnienie opowiadane, śpiewane przy wieczornych ogniskach przez grupy wędrujące na północ kontynentu. To tylko moja prywatna dygresja, jednak mówię o niej, bo wpłynęła na poziom mojego oczarowania filmem. 

Steve Boyes podczas wystąpienia na TED mówił też: 
"Odkryłem tu coś oczywistego: dzicz to też nasze naturalne środowisko. Potrzebujemy tych bezludnych miejsc, by pojąć, kim naprawdę jesteśmy." 


Henry, największy słoń na świecie 
Tu dochodzimy do tajemnicy oryginalnego tytułu filmu. Słoń-Duch był pewnym konkretnym osobnikiem słonia afrykańskiego, starym i ogromnym. Ponieważ słonie rosną całe życie (według niektórych źródeł), ten był rozmiarów domu - miał cztery metry wysokości w kłębie. Był samotnikiem, ludzie nie widywali go raczej, ale słyszeli dobrze - kiedy przechodził w pobliżu, ziemia drżała. 

Skóra, czaszka i ciosy tego słonia trafiły do Muzeum Historii Naturalnej w Waszyngtonie. Został bowiem upolowany w 1955 roku, gdy takie polowania były rodzajem ekskluzywnego sportu, a o ochronie przyrody nie było mowy. Wpisano go do księgi rekordów Guinnessa jako największego słonia na świecie. W rzeczywistości odnotowano przynajmniej kilka osobników o podobnych rozmiarach, tylko że dokładny pomiar ubitego zwierzęcia tej wielkości jest praktycznie niemożliwy. 

Dr Steve Boyes 
Wspominany wyżej przyrodnik, pochodzący z RPA, badacz dorzecza Okawango, ornitolog, zoolog, odkrywca współpracujący z National Geographic. 
Pomyślał sobie, że w najbardziej niedostępnych obszarach Wyżyny Angolskiej mogą ukrywać się potomkowie tamtych zabijanych niegdyś ogromnych słoni. I postanowił ich poszukać. 

I o tym szukaniu jest ten film.

Dla mnie, poza treścią, ciekawe były jeszcze pewne elementy formalne filmu. Na przykład lektor mówiący wprawdzie po angielsku, ale jakoś inaczej. Domyślałam się, że to angielski-afrykański. Później dowiedziałam się  (od Gemini, a jakże!), że to głos samego Wernera Herzoga: reżyser słynie z czytania narracji we własnych filmach ze swoim niezbywalnym, twardym niemieckim akcentem, co nadaje całości niesamowitego, surowego klimatu

Ścieżka dźwiękowa nawiązująca do muzyki etnicznej także zwróciła moją uwagę. Najbardziej zaś sposób prezentowania uczestników wyprawy - bez rasowych uprzedzeń. Buszmeńscy tropiciele, angolski antropolog, Steve Boyes, wszyscy przedstawieni zostali prosto i naturalnie: każdy ma coś do opowiedzenia, każdy jest specjalistą w swojej dziedzinie, każdy ma tu do odegrania swoją rolę. 

No i jeszcze jedno. To nie jest film akcji, nie. To jest film kontemplatywny. Myślę, że trochę też uczy afrykańskiego podejścia do czasu. Jest tu wiele nieśpiesznych ujęć. Jest czas na przyjrzenie się temu, co pokazano nam na ekranie. 

A jest to wszystko warte popatrzenia. 




A to są całkiem inne słonie żyjące w łódzkim zoo,
Na wybiegu (u góry) i w basenie (u dołu), 16 sierpnia 2022.




Warto też zobaczyć 12-minutowy film o pewnych przedsięwzięciach Steve'a Boyesa służących ochronie wód Afryki: 



Zwiastun filmu "Sny o słoniach":




Komentarze