O Słodkim Sercu Bożym kilka faktów przy okazji filmu Najświętsze Serce (2025)

Głośnawo było ostatnio o francuskim filmie Sacré-Cœur (Najświętsze Serce) z 2025 roku. W Le Monde zauważono, że tak naprawdę do tego rozgłosu przyczyniła się lewica nadając filmowi sens polityczny. Twórcy, Sabrina i Steven Gunnell, zupełnie się nie spodziewali takiej popularności. To naprawdę prosty film,  "zwykła" katecheza. 

Fabularyzowany dokument przypomina mistyczne doświadczenia św. Małgorzaty Marii Alacoque, zakonnicy z XVII wieku, które były istotnym czynnikiem rozwoju oficjalnego kultu Serca Jezusowego. Pokazuje też pewne powiązania tego kultu z historią Francji, wreszcie wprowadza wątek cudów eucharystycznych oraz świadectwa żywej wiary kilkorga współczesnych katolików. 

Wierzącemu człowiekowi nie z każdą formą pobożności musi być po drodze. Właśnie dlatego mamy różne formy. Wiedzieć jednak zawsze warto, a film zawiera kilka danych, których nie znałam. To mnie skłania do uporządkowania swojej wiedzy na ten temat. 


Kawałek kontekstu
Tego, że Jezus posiada serce, nie odkryto w XVII wieku, rzecz jasna. Fakt, że ten punkt wtedy wyakcentowano, wynika z kontekstu epoki. W tym czasie popularność zyskał (dlaczego? nie wiem) jansenizm, który wyobrażał sobie Boga odległego, surowego, osądzającego, a przy tym nieprzewidywalnego i nieubłaganego w tym, kogo obdarzy łaską zbawienia, a kogo odrzuci. Strasznie pesymistyczna perspektywa. Jednak nie takiego przecież Zbawiciela znali Apostołowie, nie za takiego oddawali życie męczennicy i nawet św. Augustyn (na którym oparł się Korneliusz Jansen) nie takiego Pana pokochał. 


Józef Mehoffer, Najświętsze Serce Jezusa, 1911
Józef Mehoffer, Najświętsze Serce Jezusa, 1911.


Perychoreza

Grecki termin perichoresis oznaczający taniec w kole pisarze starożytni przysposobili do opisywania sposobu bycia Osób Boskich. Bóg nie tylko istnieje, nie tylko skonstruował świat i puścił go w ruch. On charakteryzuje się tym, że żyje w dynamicznej relacji, w ciągłym, wzajemnym odnoszeniu się do siebie Ojca, Syna i Ducha. Nazywamy to potocznie miłością

Człowiek jest zaproszony do tego tańca. Człowiek stworzony na obraz Boga, ma potrzebę i wszelkie predyspozycje do życia w miłości. Nie zawsze jednak to wybiera. 


Prorok Ozeasz i jego Bóg 

W Starym Testamencie Bóg nieraz jest przedstawiony w sposób, rzekłabym, fragmentaryczny. Kiedy naród wybrany toczy wojny (a toczy wiele wojen), chce w Bogu oczywiście widzieć wodza i obrońcę. I Bóg broni swojego ludu, wzmacnia jego waleczność. Ale czy mamy stąd wyciągać wniosek, że Bóg aranżuje wojny?

Ozeasz opowiada, jak poznał czułe serce Boga. Otóż Izrael co chwilę porzuca swego Pana, jak niewierna żona Ozeasza porzuca męża. Taką żonę należałoby odesłać w niesławie. Każdy by tak zrobił. Ale Bóg nie potrafi:

"Jakże cię mogę porzucić, Efraimie, i jak opuścić ciebie, Izraelu? Moje serce na to się wzdryga i rozpalają się moje wnętrzności." (Oz 11, 8)

Tego samego uczy swojego proroka i przyjaciela: "Pokochaj jeszcze raz kobietę, która innego kocha" (Oz 3, 1). Wciąż jest gotów dawać kolejną szansę. 


Adam Chmielowski (św. Brat Albert), Ecce homo, 1879
Nietypowy sposób przedstawienia Serca Jezusa: zasugerowane jest ono tylko kształtem płaszcza i pęt zarzuconych na ramiona Jezusa, światło za Jego głową przypomina płomień. 


Oblubienica i Oblubieniec
"Połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu,
jak pieczęć na twoim ramieniu,
bo jak śmierć potężna jest miłość,
a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol,
żar jej to żar ognia,
płomień Pański.
Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości,
nie zatopią jej rzeki."
(Pnp 8, 6-7)

Niektórzy bibliści w Pieśni nad pieśniami widzą tylko zbiór weselnych przyśpiewek. Ale duchowa tradycja chrześcijańska mówi, że to jest utwór o trudnym, choć upragnionym związku Boga i człowieka. O tym jak człowiek Go szuka, znajduje, gubi i znów za Nim biegnie.

Jan Ewangelista mówi, co widział

"Jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda. Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli." (J 19, 34-35)

Deklaracja autora, że występuje tu jako naoczny świadek, oznacza, że mówi nie tylko o czymś ważnym, ale i o czymś, co bywa kwestionowane, a w czym jednak nie możemy nigdy ustąpić. 

Z perspektywy medycyny sądowej wypłynięcie krwi i "wody" (rozróżnialnych gołym okiem, nie zmieszanych) świadczy po pierwsze o rzeczywistej uprzedniej śmierci Skazańca, po drugie zaś o tym, że śmierć poprzedził ogromny stres fizjologiczny. 

Dla słuchaczy Jana ten opis miał także sens mistyczny. Woda oznacza obmycie chrzcielne, Krew to symbol Eucharystii. Te sakramenty zakorzenione są w ofierze Chrystusa, przyjmowanie ich to zjednoczenie z Nim samym. Jest tu też wyraźny wymiar oblubieńczy: jak Adam zasnął i z jego boku została ukształtowana Ewa, tak w chwili śmierci Chrystusa z przebitego boku wydostały się zasadnicze "składniki" Jego Oblubienicy - Kościoła. 


Georges Desvallieres, "Najświętsze Serce", 1905 rok. 
W dniu, gdy świętowano wesoło kolejną rocznicę rewolucji - 14 lipca 1905 - malarz zobaczył postać Chrystusa pochylonego nad Paryżem, otwierającego ranę w boku. 


Julianna z Norwich (1342-1416?) i inni

Nie znam się w ogóle na średniowiecznych mistykach, ale z jakiegoś powodu wielu i wiele z nich skupiało się na kontemplacji ran Chrystusa, a zwłaszcza rany boku, która symbolicznie ułatwiła dostęp do Jego Serca. Mam pod ręką książkę angielskiej pustelnicy Julianny z Norwich. Wizja Serca jest jedną z kilkunastu, w których mistyczka otrzymuje zrozumienie Bożej logiki, a jeszcze bardziej Bożych uczuć: 

"Wówczas nasz Pan z radosnym obliczem spojrzał na swój bok i zatrzymał na nim dłuższą chwilę wzrok, radując się; a potem swym drogim spojrzeniem poprowadził rozumienie swego stworzenia [tzn. Julianny, oczywiście] przez tę samą ranę w głąb swego boku. I wówczas objawił mi piękne i radosne miejsce, tak obszerne, że mogło pomieścić całą ludzkość, która będzie zbawiona, by mogła odpoczywać w nim w pokoju i miłości. I razem z tym przywiódł mi przed umysł drogocenną krew i wodę, którym dozwolił wypłynąć z miłości. I w tym drogim mi widzeniu pokazał swoje serce całkiem rozdarte na dwoje. I z tą samą słodką radością objawił mojemu rozumieniu część swego błogosławionego Bóstwa, wynosząc biedną duszę do rozumienia, na tyle, na ile da się to wyrazić, znaczenia niekończącej się miłości, która zawsze istniała, zawsze jest i zawsze będzie. I przy tym nasz Pan wypowiedział najbardziej błogosławione słowa: ,,spójrz, jak bardzo cię umiłowałem" - jak gdyby chciał powiedzieć: ,,Moje kochanie, spójrz i zobacz twojego Pana, twojego Boga, który jest twoim Stwórcą i twoją wieczną radością. Zobacz, jaką radość i szczęście czerpię z twojego zbawienia i ze względu na moją miłość raduj się teraz ze mną"".


Juliana z Norwich w kontemplacji Ukrzyżowanego, a na szarfie najbardziej znane przesłanie z jej wizji: Wszystko będzie dobrze. 

Jan Eudes (1601-1680)

Trzeba koniecznie o nim wspomnieć, ponieważ przygotował grunt dla Małgorzaty. Był pracowitym kaznodzieją, poprowadził wiele misji ludowych. Bardzo aktywnie głosił piękno serca Maryi zjednoczonego z Sercem Jej Syna. Napisał nawet teksty liturgiczne na Uroczystość Serca Jezusa, czym mocno wyprzedził swoje czasy, bo to święto wprowadzono dopiero w 1765 roku - i to tylko lokalnie: dla Królestwa Polskiego, na prośbę tutejszych biskupów. Dla całego Kościoła ustanowiono je prawie sto lat później - w 1856 roku. 

Małgorzata Maria Alacoque (1647-1690)

Francuska zakonnica z klasztoru Paray-le-Monial. Wielokrotnie spotykała Jezusa w ludzkiej postaci, zwykle podczas adoracji Najświętszego Sakramentu lub po przyjęciu Komunii. Stało się dla niej oczywiste, jak potężna jest Jego miłość do ludzi i jak bardzo On pragnie, by ludzie Go takim poznali. Z pomocą swego spowiednika, św. Klaudiusza de la Colombière SJ (1641–1682), przyczyniła się do upowszechnienia kultu Najświętszego Serca Jezusa.

Tradycyjny obrazek ze św. Małgorzatą Marią podrasowany przez Gemini

Cuda eucharystyczne

Ten tekst stał się już zbyt długi, więc wspomnę jeszcze tylko, że niekiedy zdarza się, że z konsekrowanym chlebem dzieje się coś dziwnego: coś się zmienia, przestaje być chlebem. W XX i XXI wieku ten materiał poddawany jest badaniom naukowym. W przynajmniej kilku niepowiązanych ze sobą przypadkach eksperci orzekli, że badany materiał to tkanka ludzkiego mięśnia sercowego w stanie agonalnym, z grupą krwi AB. 

Z perspektywy wiary - totalnie nic dziwnego. A jednak zdumiewa. 


Ilustracja z książeczki: Franco Secondo "Miesiąc czerwiec poświęcony Sercu P. Jezusa" 1881 


Słodki Jezu
Jeszcze coś, co ujmuje mnie za każdym razem. Serce Jezusa było nazywane dawniej nie najświętszym, ale najsłodszym. Jest w tym, jak sądzę, coś niezwykle osobistego. O słodyczy mówisz, kiedy czegoś naprawdę posmakujesz.

______________________

Zwiastun filmu, od którego zaczęłam:





Lektura dodatkowa:

Źródła obrazków to głównie Polona i Wikipedia 

Komentarze

  1. Ciekawy wpis. Szczególnie zaintrygowało mnie zdanie: „Wierzącemu człowiekowi nie z każdą formą pobożności musi być po drodze. Właśnie dlatego mamy różne formy.”

    Przypomniała mi się pewna sytuacja sprzed ponad 30 lat. Pod koniec rekolekcji mieliśmy spotkanie finałowe („closing the circle”), podczas którego uczestnicy mogli zadawać księdzu pytania. Ktoś zapytał, jaka forma modlitwy czy adoracji jest najważniejsza — bo tak wiele istnieje.

    Rekolekcjonista odpowiedział, posługując się prostym przykładem. W parafii działa wiele różnych wspólnot, spotykających się w salach parafialnych. Grupa różańcowa jest przekonana, że to właśnie różaniec jest najważniejszą formą modlitwy. Inni regularnie odmawiają Koronkę do Miłosierdzia Bożego i uważają ją za szczególnie ważną. Jeszcze inni co tydzień spotykają się na Litanii i właśnie w niej odnajdują najgłębszy sposób przeżywania swojej wiary. Są też osoby szczególnie związane z nabożeństwami fatimskimi i kultem Matki Bożej Fatimskiej.

    Ksiądz zwrócił jednak uwagę, że żadna z tych grup nie ma monopolu na „najlepszą” drogę. Wszystkie te formy pobożności prowadzą przecież do tego samego celu — pogłębienia relacji z Bogiem. To, że jednemu bardziej odpowiada różaniec, innemu Koronka do Miłosierdzia Bożego, a jeszcze komuś adoracja Najświętszego Sakramentu, nie oznacza, że któraś z tych dróg jest niewłaściwa. Stanowią one różne drogi, w zależności od indywidualnych preferencji.

    Na końcu wszyscy spotykają się przy tym samym ołtarzu, uczestnicząc we Mszy Świętej. Można więc powiedzieć, że w tym sensie „wszystkie drogi prowadzą do Rzymu” — o ile rzeczywiście prowadzą do Boga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za to dopowiedzenie. Całkowicie się zgadzam. Modlitwa i jakiekolwiek praktyki pobożne mają powiększać w nas miłość do Boga i do bliźniego. A przez to, jak napisałeś, przygotowywać do spotkania przy ołtarzu.
      Jeśli natomiast wywołują podziały, rywalizację - coś poszło nie tak. Aczkolwiek dziś nawet liturgia dzieli, a właściwie jej forma. Znowu: forma.

      Usuń
    2. Co do formy liturgii, to wiem, że są pewne podziały. Szczerze mówiąc, to ja nie rozumiem, dlaczego istnieją pewne zakazy i ograniczenia do odprawiania tradycyjnych mszy po łacinie, sam chętnie poszedłbym na nie. Ten poniższy fragment pochodzi z mojego blogu, właśnie o wizycie w takim kościele, który według moich informacji, nie był żadnym „odszczepieńcem”.

      Dwa lata temu byłem w Sarasocie na Florydzie i okazało się, że kilometr od naszego Airbnb znajdował się kościół Christ the King Catholic Church (27°15'57.4"N 82°31'44.9"W / 27.265944, -82.529139). Kościół był opisywany jako konserwatywny i — zgodnie z informacjami na stronie internetowej — zarówno kobiety, jak i mężczyźni mieli obowiązek ubierać się skromnie.

      Okazało się to bardziej problematyczne, niż się spodziewaliśmy, ponieważ Catherine nie miała ze sobą żadnej koszuli z długim rękawem — chyba że za taką uznać ciężką kurtkę, którą ostatecznie założyła, dzielnie poświęcając komfort na rzecz przyzwoitości we florydzkim upale.

      Sama Msza była tradycyjna i w całości odprawiana po łacinie, z księdzem zwróconym twarzą do ołtarza, a nie do wiernych. Kazanie natomiast było znakomite i wygłoszone w doskonałym angielskim. Cała Msza trwała około 90 minut. Była to, jak sądzę, pierwsza tradycyjna Msza łacińska, w jakiej kiedykolwiek uczestniczyłem. Co ciekawe, wiele jej elementów przypomniało mi msze, w których brałem udział — lub którym służyłem jako ministrant — w latach 70. XX wieku. Szkoda, że takie Msze są w Ontario tak rzadkie.

      Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Trudny temat, zwłaszcza na dziś, kiedy właśnie kilku z tych ludzi zaciąga ekskomunikę, ustanawiając nowych biskupów bez zgody papieża.
      W Krakowie Msza święta w rycie trydenckim jest sprawowana codziennie rano i wieczorem, działa Bractwo św. Piotra. Papież Paweł VI już w 1971 roku (czyli zaraz po publikacji nowego mszału) udzielił zgody na stosowanie starego rytu w Anglii i Walii. Wydaje mi się, że w tym konflikcie nie chodzi o liturgię. Ale szczerze mówiąc, jest to dla mnie za ciężki temat.

      Usuń
  2. Samo odprawianie mszy po łacinie nie oznacza jeszcze rytu trydenckiego, jak mi się zdaje. Msze łacińskie są odprawiane tam, gdzie społeczność jest międzynarodowa, np. w sanktuariach, gdzie spotykają się pielgrzymi z różnych krajów. Ja sama będąc w Hiszpanii poszłam na msze łacińską, ponieważ przynajmniej kilka modlitw jest dla mnie zrozumiałych, a po hiszpańsku nie zrozumiałabym nic. A przecież w Watykanie główne msze, najbardziej uroczyste odprawiane przez papieża są po łacinie, tylko kazanie jest np. po włosku. Łacina jest nadal oficjalnym językiem liturgii katolickiej, msza trydencka ma pewne dodatkowe aspekty, modlitwy i jest czymś innym. Niemniej zachowuje dawne dostojeństwo i czasami człowiek zanurza się w tej mistyce z przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naturalnie, masz rację. W ogóle uważam, że łacina jest piękna i warto znać w tym języku przynajmniej podstawowe modlitwy - tak jak powiedziałaś.

      Usuń
  3. Wspaniały blog 🌹
    Trafiłam tu od Notarii. Akurat mam niedoczas, m.in. ze względu na trudne egzaminy córki (odmawiam w tej intencji nowennę pompejańską, a dopiero co jedną zakończyłam za Kościół) i inne jeszcze sprawy. Ale to minie i potem się tu rozejrzę 🙂
    Bardzo proszę o modlitwę za pomyślne egzaminy córki, jeśli można...🙏🏻

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie, rozgość się. Ja właśnie dziś rano odkryłam blog Notarii i spodobało mi się tam. Oczywiście będę pamiętać o Twojej prośbie 💙

      Usuń
  4. Ten kościół w Sarasocie (Christ the King Catholic Church, https://christthekingsarasota.org/) jest właśnie apostolatem Bractwa Św. Piotra, o którym wspominasz (an apostolate of the Priestly Fraternity of St. Peter)! W Toronto znajduje się kościół St. Vincent de Paul, w którym odprawia się msze po łacinie w niedziele o 9:30 rano. Kościół znam, bo znajduje się na Roncesvalles Avenue-swego czasu głównej polskiej ulicy w Toronto, na której nadal jest główny polski kościół w Toronto Św. Kazimierza, Polski Bank (Credit Union Św. Kazimierza i Św. Stanisława) oraz duży dom starości Kopernika--i zostało jeszcze kilka polskich sklepów.

    Natomiast w mieście St. Catharines (bardzo blisko Niagara Falls) znajduje się kościół St. Aloysius, również należący do Bractwa Św. Piotra (https://www.fsspniagara.com/). Ode mnie to 106 KM autostradą, ponad 1 godzina jazdy — może się kiedyś wybiorę, chociaż w niedziele nie ma wieczornych mszy, ale nieraz są w dni powszednie.

    Będąc w Minnesocie w 2024 roku, poszliśmy na Mszę Świętą w Niedzielę Wielkanocną w języku hiszpańskim. Też ledwo co rozumiałem — ale obawiam się, że po łacinie byłoby podobnie, bo nigdy nie musiałem się uczyć tego języka. Mój ojciec, będąc ministrantem, musiał na pamięć wykuwać wszystkie formułki i gdy ja uczyłem się ‘ministrantury’ to sądził, iż będę się też musiał ich nauczyć—ale nie było to wymagane. Jednak faktem jest, że gdy msze były w języku łacińskim, każdy katolik mógł iść do jakiegokolwiek kościoła i wszystko, oprócz kazania, rozumiał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, mówią, że nigdy nie jest za późno na naukę 😉 Łacina ma swoją urodę, powiedziałabym, że jest elegancka.

      Usuń
    2. W 1982 roku poznałem Jezuitę, profesora języka łacińskiego. Powiedział, że jemu jest łatwiej napisać pewne rzeczy po łacinie, niż po niemiecku (to był Niemiec lub Szwajcar).

      Usuń

Prześlij komentarz

Daj znać kim jesteś i co myślisz